Po co jechać do Libanu?
Dla wierzącego chrześcijanina odpowiedź jest zasadniczo łatwa; bo jest to Ziemia Święta i ziemia świętych.
Tak - Ziemia Święta bo jej południowe miasta Tyr i Sydon (dzisiaj nazywany "Saida") były odwiedzane przez Jezusa, a więc są podobnie jak wiele miast izraelskich naznaczone Jego fizyczną obecnością. Przy wjeżdzie do Sydonu do dziś zachowało się sanktuarium Matki Bożej Oczekującej - upamiętniające również pobyt Maryi w tym miejscu. Jako że Sydon był miastem pogańskim i kobietom żydowskim nie wolno było tam wchodzić, w związku z tym Maryja wraz z kobietami miały pozostać tam, podczas gdy Jezus z Uczniami udali się do samego miasta.
Zaś ziemia świętych to również określenie adekwatne do tego rejonu. W tym małym kraju tak wielu wielkich świętych zrodziła ta ziemia na przestrzeni historii. Należą oni najczęściej do obrządku maronickiego, czy melchickiego - bo te wyznania są tutaj najpowszechniejsze. Kościół melchicki to kościół grekokatolicki, oparty na tradycji kościoła wschodniego, ale podtrzymujący łączność i jedność z Kościołem rzymskim. Zaś Kościół maronicki najpowszechniejszy w Libanie to wspólnota katolicka założona przez św. Marona, mająca pełną łączność z Rzymem i Ojcem Świętych. Włąśnie do tego obrządku należa tutejsi najwięksi święci, czyli pustelnik Charbel, zakonnica Rafka, Nimatullah al-Hardini, czy bł. Etienne - czyli Szczepan Nehmeh.
Uwaga: zdjęcia można przeglądać w telefonie płynnie jedno po drugim po włączeniu w ustawieniach trybu komputerowego.














