ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY

Slide 1

Nasze inicjatywy

 
 LOGO Drvenik22

Pokolenie 16

Pokolenie 16

Chata na Zagrodach

Jezus na stadionie

Utworzono: czwartek, 11, lipiec 2013 11:51 Opublikowano: czwartek, 11, lipiec 2013 11:51

 Jezus na stadionie - relacje i świadectwa

 

  Jarek - kleryk WSD AK

 

Umocniłem swoją wiarę

- Jak masz wolne 6-7 lipca to cię zabiorę na Stadion Narodowy. – Szybkie pytanie, chwila wahania - Chyba mam wolne... A co się tam wtedy dzieje? – Rekolekcje jednodniowe z ojcem Boshoborą. To daj znać bo muszę kasę za wstęp wpłacić we wtorek – I szybka, spontaniczna odpowiedź. – To jadę... – Takie akcje zawsze zawierają w sobie olbrzymi ładunek dobra. Pierwsze pytanie, jakie postawił o. Bashobora brzmiało – Po co tutaj przyjechałeś? – Każdy miał inne motywacje, swoje powody. Ja pojechałem na stadion dlatego, że czułem w swoim wnętrzu, że skoro otrzymałem zaproszenie, to po prostu powinienem tam być. Bóg mnie wzywa: Przyjedź! Odpowiedź kaznodziei na postawione przez niego pytanie zdawała się potwierdzać tę intuicję – Jezus Chrystus pragnie uzdrawiać całą ludzkość. On wezwał nas tutaj, abyśmy śmiali się i kibicowali sobie nawzajem, ale przede wszystkim po to, abyśmy mogli spotkać się ze źródłem wszelkich radości. On jest obok ciebie, On jest w Tobie. I miał rację, ponad 60.000 ludzi zjechało się z całej polski, aby wspólnie modlić się, wielbić Boga, adorować Go. Chyba nie ma innego obiektu w centrum miasta, gdzie może odbyć się takie spotkanie.
 
Spotkanie przebiegało pod hasłem: „Jezus zbawia, każdy, kto w Niego wierzy, na pewno nie zostanie zawiedziony”. I ja kolejny raz nie zawiodłem się na Nim. Jestem w seminarium od dwóch lat, zostawiłem swoje plany i marzenia gdzieś na brzegu jeziora, bo spotkałem Jezusa. I poszedłem za Nim. Tych dwóch lat nie zamieniłbym na nic innego. Na żadne pieniądze i przyjemności. To było najważniejsze i zarazem najpiękniejsze spotkanie w moim życiu. Ono zaowocowało wiarą. Wiem, że On mnie prowadzi. A teraz jestem tutaj na stadionie w takim tłumie, że nie mogę go zliczyć. Nie mogę ogarnąć wzrokiem. I widzę, jak realizuje się Ewangelia. Jak realizuje się to Słowo, które zostało zapisane prawie dwa tysiące lat temu. W moim życiu, w życiu moich bliskich i znajomych i zupełnie obcych. Można to skwitować tylko jednym, krótkim zdaniem: „Coś pięknego”.

 

O. Bashobora wiele mówił o przebaczeniu, o sakramencie spowiedzi, który otwiera nam bramy do bliskiej relacji z Jezusem i możliwość czerpania ze źródła prawdziwego szczęścia. – Pan powiedział tobie i mi: „Idź! Idź do kapłana!”. I kiedy przyszliśmy, już zostaliśmy uzdrowieni. (…) Każdy z nas odejdzie stąd jako nowa osoba, odmieniona. Trędowaci wołali, my też to czynimy. Kiedy my udajemy się do spowiedzi, aby spotkać się z kapłanem, on ogłasza to uzdrowienie w mocy Ducha Świętego. Jest to uzdrowienie naszej duszy i naszego umysłu krwią Jezusa. (…) Bez względu na to, kim jesteś, jesteś córką Boga, synem Boga; nawet wtedy gdy popełnisz grzech, jesteś dzieckiem Boga. Witaj spowrotem w domu! Kapłani mieli pełno pracy. Wszędzie były kolejki osób, które czekały aby skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania.

 

Zapadło mi w pamięć porównanie Pisma Świętego do broni. Ojciec Bashobora poprosił, abyśmy pokazali swoje egzemplarze Biblii. I nagle okazało się, że wielu ludzi nie ma ze sobą ani jednego. ­­- Wyobraź sobie, że jesteś dowódcą armii. Stajesz naprzeciwko wroga i 1… 2… 3… Strzał! Ale żaden strzał nie pada, bo wojsko zostawiło broń w domu. Co to za wojsko bez broni? Wiara rodzi się ze słuchania Słowa Bożego. A tego Słowa możemy słuchać w Kościele. Pismo Święte to prawdziwe Słowo, które ma moc zmieniać mnie i ciebie. Doświadczyłem tego wielokrotnie. Dzisiaj praktycznie się z nim nie rozstaję, bo tylko tam można znaleźć odpowiedzi na wszystkie dręczące nas pytania i pocieszenie w trudach.

 

Po kilku godzinach konferencji przyszedł czas na centralny punkt spotkania - Eucharystię. Jezus przyszedł do nas tak, jak przychodzi codziennie na ołtarzach świata. Tkwiło już w nas Słowo, które powiedział przez o. Bashoborę, a teraz mogliśmy wziąć to wszystko, co w nas jest słabe i złożyć na ołtarzu. A Jezus to uświęcił i przemienił w siłę. Przyniósł nam pokój.

 

To nie tyle było spotkanie Kościoła. Nie ważne było spotkanie z kaznodzieją. Istotą tego, co działo się na Stadionie Narodowym jest spotkanie tysięcy ludzi z Jezusem Chrystusem i wspólna modlitwa. Jeżeli były jakieś uzdrowienia, jakieś uwolnienia to tylko dla zbudowania wspólnoty. Ale nie da się tego opisać. Tą atmosferę modlitwy trzeba było po prostu przeżyć. Ale jeżeli Ciebie tam nie było, bo nie wiedziałeś o tym wydarzeniu lub po prostu nie mogłeś być - to nie przejmuj się. Fakt, że to czytasz, że się tym interesujesz, świadczy o tym, że Bóg jakoś  wykorzysta to wydarzenie w twoim życiu. On już ma plan, bo jak mówił o. Bashobora – każdy z nas ma jakieś zadanie.

 

Na koniec tego świadectwa chciałbym każdemu z was powiedzieć to, co powiedziałem osobom, które stały przy mnie w czasie spotkania. – Bracie! Siostro! Kocham Ciebie w imieniu Jezusa Chrystusa! – Bracie! Siostro! Bóg wybrał mnie, abym ci powiedział, że cokolwiek uczyniłeś, jesteś posłany, aby głosić Dobrą Nowinę. – Módlmy się wzajemnie za sobie, aby Kościół wzrastał i bogacił się w wierze. – Diabeł niczym lew krąży, szukając, kogo pożreć. Dlatego musimy pamiętać, że jesteśmy wspólnotą. Kiedy działamy jak rodzina, nie dajemy mu miejsca. Musimy się wzajemnie zachęcać, podnosić, a nie przygnębiać. – mówił kaznodzieja.