Kiedy w XIXw. kardynał Charles Lavigerie organizował pierwsze wyprawy misyjne w głąb czarnej Afryki nie przypuszczał zapewne, że tak niewiele czasu upłynie z historycznego punktu widzenia, by sytuacja się zupełnie odwróciła, że z czarnej Afryki będą przybywać kapłani i misjonarze do naszych europejskich krajów.
Tak właśnie było 6 lipca podczas rekolekcji na stadionie narodowym w Warszawie, które prowadził ugandyjski kapłan John Boshabora. Stadion szczelnie wypełnił się tym razem nie kibicami, ale rozmodloną publicznością z całej Polski.
Zobacz obszerną relację ze spotkania!
Jezus na stadionie - relacje i świadectwa
Karolina - animatorka Ruchu Światło-Życie
Jezus ma plan dla Ciebie
Cała przygoda zaczęła się od jednego telefonu i od pytania: Jedziesz do Warszawy na Stadion 6 lipca na spotkanie z O. Boshoborą? Tylko szybka odpowiedź bo trzeba bilety załatwić. Chwila namysłu i OK, jadę. W głowie tylko jedna hasło, które czasem powtarzamy ze znajomymi: „Chwalmy Pana na spontana”. Decyzja zapadła… 6-7 Lipiec wyjazd do Warszawy na Stadion na akcję pt: „Jezus na stadionie” W dniu wyjazdu wiedziałam kim jest o. John, wiedziałam czym się zajmuje, znałam już też plan spotkania, ale to co się potem działo na stadionie całkowicie mnie zaskoczyło. Bóg już na dzień dobry pokazał mi, że muszę otworzyć swoje serce na Jego działanie, a nie ograniczać się do tego co ja chcę. Całe spotkanie zaczęliśmy od różańca, od modlitwy, która jest dla mnie bardzo ciężka lecz Bóg już na samym początku dał mi siłę i łaskę do modlitwy pokazując, że jeżeli się otworzymy na Jego moc wszystko jest możliwe. Potem był czas naprawdę wyjątkowy, czas konferencji o. Boshabory. Zapytał nas, każdego z osobna: Po co tu jesteś? Po co tu przybyłeś dzisiaj? W mojej głowie od razu pojawiło się pytanie: no właśnie - po co tu jestem? Odpowiedź była trudna, nie potrafiłam jednoznacznie powiedzieć dlaczego, ale wiedziałam, że nie zawsze musimy wszystko wiedzieć, że czasem Duch Święty działa właśnie w taki, a nie inny sposób. o. John tylko potwierdził moje myśli mówiąc: W tym wszystkim co tu się będzie działo najważniejszy nie jestem ja czy księża, najważniejszy jest JEZUS CHRYSTUS ! To on przyprowadził tutaj każdego z Was i powiedział przyjdź. Bóg chce uzdrowić każdego z Was i po to wezwał nas tutaj, do tej wspólnoty.
Słuchając konferencji i patrząc na o. Johna wiedziałam, że coś się święci, że Bóg i dla mnie ma plan na to spotkanie, że i mnie chce uzdrowić. O.Boshobora mówił dalej: To Jezus jest źródłem prawdziwej radości, jest teraz obok Ciebie, jest w Tobie, bo przyszedłeś do niego(…). To wszystko jest po to, abyś na nowo odkrył swoją drogę, odnalazł się w tej wędrówce po pustyni, z której trzeba wyjść i iść w stronę Chrystusa. Kaznodzieja z Afryki zwrócił także uwagę na to, że drzwiami do wiary, do wyjścia jest Słowo Boże, które trzeba słuchać oraz poznawać i nie pozostawił tych słów bez pokrycia. W czasie całego spotkania co chwilę odnosił się do konkretnych fragmentów Pisma Świętego pokazując jak ważne jest ono dla każdego wierzącego człowieka. W pewnym momencie poprosił osoby zgromadzone na stadionie, aby pokazały swoje Pismo Święte, okazało się, że mało kto miał je ze sobą. Ja w ręce trzymałam moją Biblię, która towarzyszy mi już od paru lat i jest nieźle poniszczona, bo wiele ze mną przeszła. O. John mówił, że nasze Pismo Święte to nasza broń, a prawdziwy żołnierz nie zostawia broni w domu. Jeden z fragmentów, które czytał O. Boshobora brzmiał tak : „Ja Bowiem znam zamiary jakie mam wobec was- wyrocznia Pana- zamiary pełne pokoju, a nie zguby, by zapewnić Wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca.” (Jr 29.11-13). Po raz kolejny po przez słowa o. Johna w mojej głowie pojawiło się milion pytań, milion myśli… Boże, co Ty chcesz mi dzisiaj powiedzieć ? Razem z pytaniem pojawiła się odpowiedź… Szukaj mnie, szukaj z całego serca, Ja moje drogie dziecko mam dla Ciebie wspaniały plan, mam plan na Twoją przyszłość. Pomyślałam OK., Boże chce dzisiaj w czasie tego spotkania szukać Ciebie i odtworzyć się na Twoje działanie, na Twój plan. Chwilę później usłyszałam z ust o. Johna: Bóg nie zostawia nas samych w wędrówce, Bóg jest w NAS, Bóg jest z NAMI. Pomimo tego, że nie dostrzegamy ciała Jezusa Chrystusa, On jest z nami w mocy swojego Ducha. Jesteśmy Bożym darem, ludem Bożym, którego Bóg nigdy nie zawiedzie, On NIGDY nas nie zawodzi.
Konferencja toczyła się dalej, o. Boshabora przeszedł to tematu uzdrowienia, zwracając naszą uwagę, że każdy z nas może zostać uzdrowiony poprzez oczyszczenie z grzechu, poprzez sakrament spowiedzi. Prawie 60 000 ludzi zgromadzonych na stadionie usłyszało, że jednym z najcudowniejszych uzdrowień jest spowiedź święta. Jest to uzdrowienie ciała i umysłu. Bóg poprzez swoją ogromną miłość do nas daje nam swojego Ducha i przebacza wszystkie grzechy. W głowie odtworzyłam rozmowę, która miała miejsce chwilę przed rozpoczęciem konferencji. Znajomy kapłan zapytał: Kiedy byłaś u spowiedzi? Miesiąc temu. Nie myślałaś, że warto się dzisiaj, tutaj na stadionie wyspowiadać? Szczerze mówiąc nie czuję takiej potrzeby. Tak było jeszcze przed konferencją, a w jej czasie wszystko się zmieniło. Bóg mówił do mnie: Karolino, moja kochana córko, przyjdź do mnie, przyjdź, a ja Cię uzdrowię mocą mojego Ducha. Tylko przyjdź do mnie i uwierz, że jest to możliwe. Zaryzykowałam i poprosiłam kapłana o rozmowę, która zakończyła się spowiedzią teraz cieszę się, że otwarłam swoje serce na Boga, cieszę się, że mogłam porozmawiać z kapłanem i wyspowiadać się. Bóg mnie uzdrowił i pokazał jak wiele muszę zmienić w swoim życiu, ale teraz wiem, że dam radę, że Bóg jest ze mną, że nigdy mnie nie zostawi samej. Tylko trzeba pamiętać, że wiara oznacza teraz, nie jutro, nie za tydzień, ale TERAZ. Teraz trzeba iść do spowiedzi, teraz trzeba zacząć burzyć wewnętrzne mury, teraz trzeba zaufać Bogu i powierzyć mu swoje życie… TERAZ ! Po spowiedzi na nowo stajemy się dziećmi Boga, na nowo w pełni jesteśmy włączeni w jeden żywy Kościół, na takie łaski nie ma co czekać, trzeba je od razu przyjąć.
O. Boshabora mówił czasem rzeczy oczywiste, ale z taką mocą, że człowiek na nowo odkrywał piękno Bożego przebaczenia, Bożej miłości, Bożej mocy. Lecz teraz wiem jeszcze jedno, że w czasie tego spotkania Bóg nie tylko działał przez czarnego Kaznodzieje, ale także przesz ludzi, z którymi byłam na stadionie. Jedna z tych osób, z którymi przyjechałam na stadion, w pewnym momencie popatrzyła na mnie i powiedziała: Bóg Cię kocha. Niby coś tak banalnego, a w moim sercu rozpaliło prawdziwy płomień wiary i nadziei, inna położyła rękę na moim ramieniu w czasie modlitwy i popatrzyła na mnie tak, że uwierzyłam, że Bóg pokazuje jak bardzo mnie kocha przez tego człowieka. W czasie tego spotkania na nowo uwierzyłam w to, że Bóg wybaczy mi moje grzechy, że podniesie mnie gdy upadnę, ale musze sama przez sobą przyznać się do tego co złe i żałować za to co rani serce Boga. On sam nie zadziała, bo nie chce zniszczyć naszej wolnej woli, dlatego my musimy zrobić krok w stronę kapłana i sakramentu spowiedzi. On czasem może nad podpowiedzieć, pomóc, ale nie zrobi nic za nas.
Ważną rzeczą którą także powiedział O.John i która do mnie jakoś bardzo trafiła jest sprawa czasu, który musimy Bogu poświęcić. Trzeba żebyśmy szukali czasu na rozmowę twarzą w twarz z Chrystusem. Ta rozmowa jest ważna bo pomaga nad wzrastać i budować z Nim relacje. Potrzebujemy osobistej modlitwy, osobistych relacji z Bogiem. Chwil gdy przemawia On w naszym sercu, chwil gdy spotyka się serce z sercem. O.Boshobora cały czas zwracał też uwagę, że każdy z nas posłany jest do głoszenia Chrystusa, do bycia Jego uczniem i Jego świadkiem. To na nas spoczywa obowiązek niesienia Go innym. To my mamy wyprowadzać ludzi z pustyni i prowadzić do Chrystusa. Każdy jest do tego powołany i ma moc Ducha Świętego, ale trzeba w to UWIERZYĆ. Uwierzyć, że możemy to zrobić, że Bóg nas umacnia, a przede wszystkim uwierzyć w to, że dla Boga nie ma NIC nie możliwego. Ten dzień spędzony na stadionie, konferencje, Eucharystia, spowiedź, każda rozmowa z drugim człowiekiem, uśmiech czy pomocny gest sprawiły, że wyszłam stamtąd jako odmieniony człowiek. Bóg napełnił me serce wiarą w to, że mogę zmienić swoje życie i poradzić sobie z problemami, które mnie męczą. Wierzę, że razem z Nim mogę dokonać rzeczy, które wydają się niemożliwe. Przecież mój Ojciec jest Bogiem, z nim mogę wszystko. On kocha, wspiera, troszczy się o mnie i nie zostawi mnie, a także zaufał mi i ma dla mnie wspaniały plan. Cóż więcej nam potrzeba?
Jezus na stadionie - relacje i świadectwa
Jarek - kleryk WSD AK
Umocniłem swoją wiarę
- Jak masz wolne 6-7 lipca to cię zabiorę na Stadion Narodowy. – Szybkie pytanie, chwila wahania - Chyba mam wolne... A co się tam wtedy dzieje? – Rekolekcje jednodniowe z ojcem Boshoborą. To daj znać bo muszę kasę za wstęp wpłacić we wtorek – I szybka, spontaniczna odpowiedź. – To jadę... – Takie akcje zawsze zawierają w sobie olbrzymi ładunek dobra. Pierwsze pytanie, jakie postawił o. Bashobora brzmiało – Po co tutaj przyjechałeś? – Każdy miał inne motywacje, swoje powody. Ja pojechałem na stadion dlatego, że czułem w swoim wnętrzu, że skoro otrzymałem zaproszenie, to po prostu powinienem tam być. Bóg mnie wzywa: Przyjedź! Odpowiedź kaznodziei na postawione przez niego pytanie zdawała się potwierdzać tę intuicję – Jezus Chrystus pragnie uzdrawiać całą ludzkość. On wezwał nas tutaj, abyśmy śmiali się i kibicowali sobie nawzajem, ale przede wszystkim po to, abyśmy mogli spotkać się ze źródłem wszelkich radości. On jest obok ciebie, On jest w Tobie. I miał rację, ponad 60.000 ludzi zjechało się z całej polski, aby wspólnie modlić się, wielbić Boga, adorować Go. Chyba nie ma innego obiektu w centrum miasta, gdzie może odbyć się takie spotkanie.
Spotkanie przebiegało pod hasłem: „Jezus zbawia, każdy, kto w Niego wierzy, na pewno nie zostanie zawiedziony”. I ja kolejny raz nie zawiodłem się na Nim. Jestem w seminarium od dwóch lat, zostawiłem swoje plany i marzenia gdzieś na brzegu jeziora, bo spotkałem Jezusa. I poszedłem za Nim. Tych dwóch lat nie zamieniłbym na nic innego. Na żadne pieniądze i przyjemności. To było najważniejsze i zarazem najpiękniejsze spotkanie w moim życiu. Ono zaowocowało wiarą. Wiem, że On mnie prowadzi. A teraz jestem tutaj na stadionie w takim tłumie, że nie mogę go zliczyć. Nie mogę ogarnąć wzrokiem. I widzę, jak realizuje się Ewangelia. Jak realizuje się to Słowo, które zostało zapisane prawie dwa tysiące lat temu. W moim życiu, w życiu moich bliskich i znajomych i zupełnie obcych. Można to skwitować tylko jednym, krótkim zdaniem: „Coś pięknego”.
O. Bashobora wiele mówił o przebaczeniu, o sakramencie spowiedzi, który otwiera nam bramy do bliskiej relacji z Jezusem i możliwość czerpania ze źródła prawdziwego szczęścia. – Pan powiedział tobie i mi: „Idź! Idź do kapłana!”. I kiedy przyszliśmy, już zostaliśmy uzdrowieni. (…) Każdy z nas odejdzie stąd jako nowa osoba, odmieniona. Trędowaci wołali, my też to czynimy. Kiedy my udajemy się do spowiedzi, aby spotkać się z kapłanem, on ogłasza to uzdrowienie w mocy Ducha Świętego. Jest to uzdrowienie naszej duszy i naszego umysłu krwią Jezusa. (…) Bez względu na to, kim jesteś, jesteś córką Boga, synem Boga; nawet wtedy gdy popełnisz grzech, jesteś dzieckiem Boga. Witaj spowrotem w domu! Kapłani mieli pełno pracy. Wszędzie były kolejki osób, które czekały aby skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania.
Zapadło mi w pamięć porównanie Pisma Świętego do broni. Ojciec Bashobora poprosił, abyśmy pokazali swoje egzemplarze Biblii. I nagle okazało się, że wielu ludzi nie ma ze sobą ani jednego. - Wyobraź sobie, że jesteś dowódcą armii. Stajesz naprzeciwko wroga i 1… 2… 3… Strzał! Ale żaden strzał nie pada, bo wojsko zostawiło broń w domu. Co to za wojsko bez broni? Wiara rodzi się ze słuchania Słowa Bożego. A tego Słowa możemy słuchać w Kościele. Pismo Święte to prawdziwe Słowo, które ma moc zmieniać mnie i ciebie. Doświadczyłem tego wielokrotnie. Dzisiaj praktycznie się z nim nie rozstaję, bo tylko tam można znaleźć odpowiedzi na wszystkie dręczące nas pytania i pocieszenie w trudach.
Po kilku godzinach konferencji przyszedł czas na centralny punkt spotkania - Eucharystię. Jezus przyszedł do nas tak, jak przychodzi codziennie na ołtarzach świata. Tkwiło już w nas Słowo, które powiedział przez o. Bashoborę, a teraz mogliśmy wziąć to wszystko, co w nas jest słabe i złożyć na ołtarzu. A Jezus to uświęcił i przemienił w siłę. Przyniósł nam pokój.
To nie tyle było spotkanie Kościoła. Nie ważne było spotkanie z kaznodzieją. Istotą tego, co działo się na Stadionie Narodowym jest spotkanie tysięcy ludzi z Jezusem Chrystusem i wspólna modlitwa. Jeżeli były jakieś uzdrowienia, jakieś uwolnienia to tylko dla zbudowania wspólnoty. Ale nie da się tego opisać. Tą atmosferę modlitwy trzeba było po prostu przeżyć. Ale jeżeli Ciebie tam nie było, bo nie wiedziałeś o tym wydarzeniu lub po prostu nie mogłeś być - to nie przejmuj się. Fakt, że to czytasz, że się tym interesujesz, świadczy o tym, że Bóg jakoś wykorzysta to wydarzenie w twoim życiu. On już ma plan, bo jak mówił o. Bashobora – każdy z nas ma jakieś zadanie.
Na koniec tego świadectwa chciałbym każdemu z was powiedzieć to, co powiedziałem osobom, które stały przy mnie w czasie spotkania. – Bracie! Siostro! Kocham Ciebie w imieniu Jezusa Chrystusa! – Bracie! Siostro! Bóg wybrał mnie, abym ci powiedział, że cokolwiek uczyniłeś, jesteś posłany, aby głosić Dobrą Nowinę. – Módlmy się wzajemnie za sobie, aby Kościół wzrastał i bogacił się w wierze. – Diabeł niczym lew krąży, szukając, kogo pożreć. Dlatego musimy pamiętać, że jesteśmy wspólnotą. Kiedy działamy jak rodzina, nie dajemy mu miejsca. Musimy się wzajemnie zachęcać, podnosić, a nie przygnębiać. – mówił kaznodzieja.
